|
|||||||||||||||||
Dyrygent
Czekaliśmy wtedy wszyscy w Polsce na jakiś cud, zmęczeni i zagubieni w codziennej szarpaninie, marzył się nam jakiś autorytet, oczywiście zagraniczny, naturalnie z Zachodu. Jakiś nasz rodak, na przykład dyrygent o światowej sławie, który po latach, dla kaprysu, z sentymentu odwiedza rodzinne niewielkie miasto, aby dać w nim swój jubileuszowy koncert. Tak to akcja naszego Dyrygenta przeniosła się do małego miasta, gdzie władza ma zawsze wielkie ambicje i umie je realizować wszystkimi dostępnymi środkami. W rezultacie tej operacji na ekran wypłynęły różne typy działaczy partyjnych, cały ten światek z filmów "kina moralnego niepokoju" zaludniający nasze filmy okropnymi, niegodnymi sztuki postaciami. Andrzej Kijowski dokonał dwóch ważnych zabiegów w swoim scenariuszu. Stworzył silną, karykaturalną może, ale znakomicie zarysowaną postać dyrygenta, święte zwierzę sztuki, podziwiane i żądające dla siebie nieustającego podziwu. Oraz małżeństwo dwojga muzyków, w którym rodzi się zazdrość młodego dyrygenta o żonę skrzypaczkę podziwiającą Mistrza. Czas od wyboru Karola Wojtyły na papieża w Polsce biegł z coraz większym przyspieszeniem. Po tym fakcie nie mógł już zawitać do nas ze świata, z Zachodu, potwór, musiał przyjechać ktoś, kto pokaże nam, jak żyć! Nie marzyliśmy jeszcze wtedy o możliwości przyjazdu Jana Pawła II do Polski, ale ta wizja była obecna w naszej wyobraźni. Bardzo prędko najpierw scenariusz, a później i sam film, wymknęły mi się z rąk i zaczęły żyć własnym, samodzielnym życiem. Andrzej Wajda RecenzjeOd swego debiutu Wajda filmuje młodych i starych, wraz z dzielącymi ich konfliktami. Najpierw był po stronie młodych. Teraz znalazł się po stronie dojrzałości. W Człowieku z marmuru nie było to jeszcze takie oczywiste, ale w Bez znieczulenia dawało się już wyczuć jednoznacznie. Jest to niewątpliwe i świadome w Dyrygencie. Efekt jest wręcz podkreślony, gdyż aktor, John Gielgud, jest z racji swego wyglądu jak i renomy człowiekiem leciwym. Co do kreowanego przezeń bohatera, to i on jest stary, bliski śmierci; młoda kobieta, a także cała orkiestra są nim zafascynowani. To odwrócenie opcji widać w stylu reżyserii, która zmniejsza ilość miejsca na działanie, powiększając udział refleksji. Już nie idzie o to, by wytwarzać, ale by rozumieć, czy wręcz kontemplować. Dyrygent i orkiestra nie interesują filmowca - jak zresztą i Felliniego w Próbie orkiestry - ani ich działaniem (wytwarzaniem muzyki), ani wartością tejże muzyki. Wajda mówi zresztą, że mało zajmował się muzyką, obcą jego wrażliwości. Co go w orkiestrze emocjonuje, to jej charakter ciała społecznego, a więc obiektu idealnego dla wszelkich metafor o społeczeństwie, organizacji socjalnej i stosunkach międzyludzkich. Wajda mówi o orkiestrze, która jest Polską. Jean-Pierre Le Pavec Dyrygent jest filmem o nerwowym rytmie i wewnętrznej niepewności: nie wyczuwa się ani pewności konfliktów, ani pewności argumentów, ani pewności przesłania. Kuszony różnymi rozwiązaniami, Wajda nieco gubi się w scenach ubocznych, odnogach, niepotrzebnych dopowiedzeniach; zawsze jego siłę stanowiło nie to, że umiał oddać proces narastania, ale raczej służył mu wybuch emocjonalny, spazmatyczny i gwałtowny gest, spontaniczne reakcje. (...) Dyrygentowi brak jakby klarowności emocjonalnego, obrazowego przesłania, odrębności stylistycznej i tego cudownego napięcia między Obrazem a Sprawą, jaka emanuje z najlepszych dzieł Wajdy. Krzysztof Mętrak Film można kupić w księgarni internetowej Merlin |
|||||||||||||||||
Oskar | Filmy | Teatr | Dlaczego Japonia? Ulubione | Galeria rysunków | O Wajdzie | Bibliografia Strona główna | Szukacz | English Version Copyright © 2000–2008 Prószyński i S-ka SA. Wszystkie prawa zastrzeżone |
|||||||||||||||||