Strona głównaEnglish version
OskarFilmyTeatrDlaczego Japonia?
To lubięGaleria rysunkówO WajdzieBibliografia


Człowiek z żelaza

• Film Człowiek z żelaza był nominowany do Oscara w kategorii: najlepszy film obcojęzyczny.


fot: Renata Pajchel

W Stoczni im. Lenina w Gdańsku trwały już od jakiegoś czasu rozmowy robotników z rządem, ale do Warszawy docierały początkowo tylko strzępy informacji. Stowarzyszenie Filmowców, którego byłem prezesem, wywalczyło w tym czasie prawo notowania ważnych wydarzeń historycznych dla celów archiwalnych i grupa filmowców była już w stoczni. Robotnicza straż przy bramie rozpoznała mnie od razu, a w drodze na salę obrad jeden ze stoczniowców powiedział:
- Niech pan zrobi film o nas...
- Jaki?
- Człowiek z żelaza! - odpowiedział mi bez namysłu. Nigdy nie robiłem filmu na zamówienie, ale tego wezwania nie mogłem zignorować.

Wracało do mnie echo Człowieka z marmuru, którego scena finałowa kończyła się właśnie przy bramie stoczni w Gdańsku. To mógł być dobry pretekst do nowego filmu.

Oczywiście, bez sięgnięcia do wydarzeń roku 1970 i pokazania protestów społecznych na Wybrzeżu nie można było wyjaśnić tego, co się stało w stoczni w 1980 roku. Starania podjęte nie tylko przeze mnie zaraz po 1970 roku, by pokazać te wydarzenia na ekranie, nie powiodły się. Teraz jednak władza była znacznie słabsza i autor Człowieka z marmuru, Aleksander Ścibor-Rylski, zabrał się ochoczo do pisania scenariusza, gdy tymczasem ja, w swojej naiwności, poszedłem na rozmowę do generała Jaruzelskiego w sprawie czołgów, których potrzebowałem do scen stanu wyjątkowego na Wybrzeżu w 1970 roku.

Film powstawał szybko, z dnia na dzień, pomimo ogromnych trudności, zwłaszcza scenariuszowych. Nieustannie dowiadywaliśmy się o nowych faktach, które powinny znaleźć się w filmie, inne, zbyt oczywiste, musiały ulec redukcji. Na szczęście nie byłem sam. Agnieszka Holland wiele mi pomogła, pisząc niektóre ze scen i dialogów, które podsuwały nam wielogodzinne nieraz rozmowy z uczestnikami tych wydarzeń. Zwłaszcza zwierzenia Bogdana Borusewicza okazały się niezwykle "filmowe". Uczyliśmy się rozumieć tę nową rzeczywistość i pokazywać ją równocześnie na ekranie, co nie było łatwe.

Zdjęcia rozpoczęliśmy w styczniu 1981 - a już w czerwcu z gotową kopią filmu ruszyłem w towarzystwie Barbary Pec-Ślesickiej i Krystyny Zachwatowicz przez Stalową Wolę i Poznań do Gdańska.

Do dziś odczuwam podwójną satysfakcję. Po pierwsze, nie cofnąłem się przed ryzykiem artystycznym, jaki niósł temat świeżych wydarzeń, po drugie, zdążyłem zrobić film przed wprowadzeniem stanu wojennego.

Kilka miesięcy później czołgi Jaruzelskiego wyjechały na ulice potwierdzając, że porozumienia ze społeczeństwem zostały podpisane pod przymusem... Były to te same czołgi, których odmówił mi generał do filmu jesienią 1980 roku.

Andrzej Wajda


Recenzje

Człowiek z marmuru był filmem o przeszłości. Nawet jeśli zawierał wątek współczesny, którego bohaterką była Krystyna Janda. (...) Człowiek z żelaza ma układ łudząco podobny. Obok wątku współczesnego zawiera warstwę wydarzeń z roku 1968, potem z roku 1970, a potem wiele różnych sekwencji z końca lat siedemdziesiątych, przygotowujących zryw roku 1980. Jest jednak jasne, że tym razem cała konstrukcja celuje w przyszłość. I geneza Sierpnia, i sam Sierpień stanowią nie tyle obrachunek z tym, co było, tylko raczej otwarcie na pełne niebezpieczeństw i cierpień, ale fascynujące jutro. Jakie są na to dowody? Otóż powszechnie zwracano uwagę, także za granicą, na wyjątkowe, błyskawiczne tempo realizacji Człowieka z żelaza, zarówno w sensie koncepcji twórczej, jak i technicznego wykonawstwa (choć nie jesteśmy kinematografią bijącą rekordy techniczne!). Otóż to tempo zmieniło status społeczny filmu. Jest on nie tylko zajęciem stanowiska wobec zdarzeń, które już zaszły. Ma on również szansę wtórnie wpłynąć na kształt przemian, zapoczątkowanych przez owe wydarzenia.

W przeciwieństwie do Człowieka z marmuru Ścibor-Rylski i Wajda urządzają istne polowanie na fakty. To znaczy na archiwalne zdjęcia, zapisy magnetofonowe, dokumenty, relacje naocznych świadków, teksty plakatów, napisy na murze, spontanicznie tworzone pieśni. Twórcy krępują się jakby użyć bardziej wyszukanych środków stylistycznych, by nie przypominały o obecności jakichś pośredników między widzami a rzeczywistością, pośredników może utalentowanych, ale zawsze mogących deformować.

Jeśli rozpisałem się szczegółowiej o technice zastosowanej dla wzmocnienia przepływu prawdziwych faktów przez fikcję, to nie tylko dlatego, że dla Człowieka z żelaza jest to sprawa stylistycznie determinująca. Także dlatego, że jest ona udanym działaniem w dziedzinie najżarliwiej eksperymentowanej przez dzisiejszą kinematografię, w której na razie więcej mamy potknięć niż epokowych osiągnięć. Musieli to wziąć pod uwagę, obok argumentów społecznych i moralnych, jurorzy w Cannes, przyznając Wajdzie "Złotą Palmę".

Jerzy Płażewski
"Kultura", Warszawa, 16 VIII 1981


To, że Człowiek z żelaza zdobył "Złotą Palmę", nie jest żadną niespodzianką. Zdobył jednomyślne uznanie z kilku powodów. Pierwszym jest jego perfekcja. Następnie jest to wirtuozeria polskiego reżysera w przekształcaniu najbardziej palącej aktualności w arcydzieło filmowe. A ponadto nadarzyła się wyjątkowa sposobność. Fakt, że kino polskie mogło na festiwalu w Cannes wydać swój krzyk, jest (być może) gwarancją wolności. Z ironią, tak w Cannes cenioną, mówi się, że to Lech Wałęsa powinien był otrzymać nagrodę dla najlepszego aktora.

Jacqueline Cartier
"France Soir", Paryż, 28 V 1981


W mocno pochmurnej atmosferze zaczynał się festiwal na Lazurowym Wybrzeżu. Naturalnie jego organizatorzy musieli wymyślić coś, co zapewniłoby mu szczególne polityczne ubarwienie. I wtedy przygotowano "sensację" ... Film Człowiek z żelaza polskiego reżysera Andrzeja Wajdy został włączony do konkursu, choć jego ostatecznej wersji, wbrew tradycji, żaden z przedstawicieli dyrekcji nie widział... Krótko mówiąc, operacja była przemyślana i rozpracowana w najdrobniejszych szczegółach. Człowiekowi z żelaza z góry zapewniono pierwszą nagrodę. ... Teraz można już twierdzić z pewnością, że decyzja jury była akcją czysto polityczną. I to przede wszystkim dlatego, że antysocjalistyczny film Wajdy, zrobiony dla potrzeb politycznej koniunktury, nosi spekulacyjny charakter "jednodniówki".

A. Kriwopałow
"Izwiestja", Moskwa, 6 VI 1981


Wajdy nigdy nie dręczyło pytanie, jak mówić o polityce w kinie, które musi być jednocześnie rozrywką i opowiadać historię. Człowiek z żelaza funkcjonuje dobrze również w tym aspekcie, jako technicznie płynna i udramatyzowana, wzruszająca bajka z morałem. Jeśli jednak zagłębić się w jej znaczenie, otrzymujemy najpełniejszą i najtrafniejszą analizę przyczyn polskiego przewrotu.

Gustaw Moszcz
"Sight and Sound", Londyn, Jesień 1981


Nie, bynajmniej nie chęć (choćby w fałszywych formach) pomocy w utrwaleniu socjalizmu, a tylko absolutna, niepohamowana i na wszystko wokół bryzgająca nienawiść powoduje "ludźmi z żelaza" w filmie Wajdy. (...) Tak definitywnie wyjaśnia się usługowo-propagandowa funkcja filmu, to, że jest on tylko polityczną agitką dla umocnienia autorytetu reakcyjnej góry związku. Dla wychwalania jej i obrony przed narastającą z dołu krytyką mas, coraz częściej przekonujących się, że jedyny cel bossów "Solidarności" to pogłębienie kryzysu, zniweczenie wysiłków partii i rządu w wyprowadzeniu kraju z impasu, a potem przejście do otwartej konfrontacji z państwem, aż do apeli o zdobycie władzy, o zmianę konstytucji, wyjście Polski z Układu Warszawskiego, aż do wyuzdanych i brudnych kalumnii na kraje socjalizmu i, przede wszystkim, na potężnego i wiernego poręczyciela państwowej niepodległości Polski i jej socjalistycznej przyszłości - na Związek Radziecki. (...)

Artykuł redakcyjny
"Iskusstwo Kino", Moskwa, X 1981


Film można kupić w księgarni internetowej Merlin





Oskar  |  Filmy  |  Teatr  |  Dlaczego Japonia?
Ulubione  |  Galeria rysunków  |  O Wajdzie  |  Bibliografia
Strona główna  |  English Version



Copyright © 2000–2011 Prószyński Media sp. z o.o. Wszystkie prawa zastrzeżone