Strona głównaEnglish version
OskarFilmyTeatrDlaczego Japonia?
To lubięGaleria rysunkówO WajdzieBibliografia


Eine Liebe in Deutschland
[Miłość w Niemczech]


fot: Renata Pajchel

Zapisane przez Rolfa Hochhutha prawdziwe wydarzenie z czasów wojny wydawało mi się idealnym materiałem do filmu. Historia polskiego jeńca z kampanii 1939, pracującego pod policyjnym nadzorem w małym bawarskim miasteczku Brombach, jego miłość do niemieckiej kobiety i tragiczny finał na szubienicy dawały się bez trudu opowiedzieć na ekranie.

Dobry temat do filmu dawał szansę pokazania na ekranie nie tylko wspólnej przeszłości, ale i teraźniejszość dzisiejszych Niemiec. Szczególnie, że opisana przez Hochhutha Paulina Kropp żyła jeszcze w tym czasie, potępiona za swe czyny, jako "kochanica Polaka", musiała jednak przenieść się do innego miasta. Ciekawe, że jej bezpośredni prześladowca, hitlerowski urzędnik, który wsadził biedną kobietę do obozu koncentracyjnego na dwa lata, miał w Brombach dom na głównej ulicy i żył sobie nie niepokojony przez nikogo.

Niestety powieść ledwie zaznaczała akcję i opowiadała o niej ogólnie i skrótowo, posługując się wybranymi szczegółami. Tymczasem ja sam nie byłem w stanie dokonać rekonstrukcji prawdziwego życia w małym niemieckim miasteczku w czasie wojny. Nie znałem tych realiów i musiałem sięgnąć do fikcji.

Niemiecka widownia wyczuła od razu ten fałsz, a przy okazji mogła z ulgą odrzucić również problematykę tego filmu. Nie wiem, czy ja sam nie odniósłbym się tak właśnie do filmu zrobionego na polski temat przez Niemców.

Moje polskie filmy przedstawiały zawsze los, który był i moim udziałem. Osądzałem w nich Polaków, ale będąc jednym z nich, miałem prawo tak czynić. Czasem, unosząc się honorem, broniłem przegranej polskiej sprawy i jak japoński samuraj gotowy byłem popełnić dla niej harakiri. Niestety, nie stać mnie było na wielkoduszność, kiedy filmowałem Miłość w Niemczech, nie potrafiłem dostrzec niemieckiego tematu. W rezultacie mam do dziś wrażenie, jakbym w obronie własnego honoru rozpruł brzuch sąsiada...

Wypadło to śmiesznie!


Andrzej Wajda

Recenzje

Na festiwalu weneckim my, Niemcy, mamy nowy powód do biadolenia. Reżysersko film Wajdy leży poniżej dopuszczalnego poziomu, scenariusz jest niezręczny, chaotyczność i partactwo zastępują jakąkolwiek zrozumiałą analizę szczególnych okoliczności tamtych narodowo-socjalistycznych czasów, zaś aktorzy, dobry Boże, poprowadzeni są marnie.

Ruprecht Skasa-Weiss
"Stuttgarter Zeitung", Stuttgart, 10 X 1983


Autor, Rolf Hochhuth, nie cieszył się szczególną moją sympatią: o szlachetnych intencjach, prawda, ale pedantyczny, nigdy zbyt lotny, a zawsze nudny. Nie miałem racji. Jego książka opowiada o zdarzeniu przeszywającym, które zainspirowało Wajdę do zrealizowania jednego z najpiękniejszych jego filmów. Filmu bardzo dla nas, Niemców, niewygodnego. (...) Szlachetna pasja filmu kryje się nie w jego historii miłosnej, ale w stylu Wajdy. Jest to okrutne wyrównanie rachunków nie tylko z Niemcami hitlerowskimi, ale i z całą głupotą germańską, której koszty ponosili Polacy na długo przez nazizmem i która ciągle odwołuje się do "czystości niemieckich wiosek". Te karykatury Niemców zawarte są również w powieściach Tołstoja i Dostojewskiego. Wajda zdesakralizował hitleryzm i jego trwałe koszmary, gdyż kretynizm jest uniwersalny i ponadczasowy.

Volker Schlndorff
Oświadczenie dla prasy francuskiej, 1983





Oskar  |  Filmy  |  Teatr  |  Dlaczego Japonia?
Ulubione  |  Galeria rysunków  |  O Wajdzie  |  Bibliografia
Strona główna  |  English Version



Copyright © 2000–2011 Prószyński Media sp. z o.o. Wszystkie prawa zastrzeżone