Strona głównaEnglish version
OskarFilmyTeatrDlaczego Japonia?
To lubięGaleria rysunkówO WajdzieBibliografia

Andrzej Wajda o sobie

WAJDA, Andrzej - polski reżyser filmowy i teatralny, urodzony 6. marca 1926 w Suwałkach. Syn Jakuba i Anieli Wajdów.

Edukacja: Akademia Sztuk Pięknych w Krakowie; Wyższa Szkoła Filmowa, w Łodzi.

Reżyser filmowy od 1954 roku.

Reżyser teatralny (m.in. Teatr Stary, Kraków, 1962-98).

Dyrektor Teatru Powszechnego w Warszawie w latach 1989-90.

Honorowy członek Związku Polskich Artystów Plastyków (ZPAP) od 1977 roku.

Prezes Stowarzyszenia Filmowców Polskich w latach 1978-83.

Członek komitetu doradczego "Solidarności" przy Lechu Wałęsie w latach 1981-89.

Senator Rzeczpospolitej Polskiej w latach 1989-91.

Członek Prezydenckiej Rady Kultury w latach 1992-94.

Fundator: Japońskiego Centrum Sztuki i Techniki "Manggha", Kraków 1994.

Członek francuskiej Akademii Sztuk Pięknych (na miejsce zmarłego Federico Felliniego) od 1977 roku.

Nagrody: kliknij tutaj

Odznaczenia:
Krzyż Oficerski Orderu Odrodzenia Polski;
Order Cyryla i Metodego (pierwszej klasy), Bułgaria, 1978;
Kawaler Legii Honorowej Francja, 1982;
Order of Rising Sun, Japonia, 1995; Wielki Krzyż Zasługi Orderu Zasługi Republiki Federalnej Niemiec, 2001;
Komandoria Legii Honorowej Republiki Francuskiej, 2001;
Krzyż Wielki Orderu Odrodzenia Polski, 2005;
Krzyż Średni z Gwiazdą Orderu Republiki Węgierskiej, 2006.

Filmy: kliknij tutaj

Teatr Telewizji: kliknij tutaj

Teatr: kliknij tutaj


Miejsce urodzenia

Moja rodzina pochodzi ze wsi Szarów. Niedaleko, kilka kilometrów od Szarowa, a na cmentarzu w Brzeziu leży mój dziad - Kazimierz Wayda, przez "y" jeszcze się piszący. To wiejskie pochodzenie wydaje mi się bardzo istotne, dlatego że z tej małej wsi, z tego miejsca, w tej rodzinie wyszło czterech młodych ludzi, z których wszyscy zostali inteligentami. A ponieważ stąd wyszedł mój ojciec, to ja jestem inteligentem ledwie w drugim pokoleniu. I myślę, że to była jakaś siła tych chłopców, którzy rzucili wszystko, co tu było, bo wiedzieli, że cała ich przyszłość jest przed nimi. Mój ojciec, mając szesnaście lat, poszedł do Legionów, potem został oficerem. Drugi z braci zatrudnił się na kolei jako urzędnik: przed wojną był jednym z dyrektorów Kolei Krakowskiej. Trzeci założył duży warsztat ślusarski, w którym pracowałem w czasie okupacji, a najmłodszy z braci, który zapowiadał się na działacza ludowego, umarł bardzo wcześnie...

Myślę, że pęd tych młodych chłopców, żeby uciekać gdzieś, żeby nie zostawać tutaj, że życie jest gdzieś przed nimi - ten pęd tak samo jest i we mnie - nigdy nie chciałem mieszkać tam, gdzie przypadkowo rzucił mnie los, tylko tam, gdzie mnie się wydawało, że jest miejsce, do którego powinienem dążyć.

Najpierw po wojnie jechałem do Krakowa, bo uważałem, że moim przeznaczeniem jest właśnie Akademia Sztuk Pięknych w Krakowie. Potem stamtąd do Łodzi, bo w Łodzi była Szkoła Filmowa - jedyna, jaka wtedy powstała i wydawało mi się, że to jest właśnie moje miejsce. Potem z Łodzi do Warszawy, no bo tam decydowały się wszystkie sprawy robienia filmów i trzeba było mieszkać w Warszawie. No, a potem znowu do Krakowa, bo tu był Teatr Stary. Tak że zawsze wydawało mi się, że życie to nie jest to, co się dzieje w tej chwili, to nie jest to miejsce, gdzie jestem, to nie jest ten film, który robię. Mimo że zawsze, każdy z filmów, czy przedstawień teatralnych, wszystko co robiłem, robiłem z przekonaniem, że to jest ważne, że to jest istotne. Ale zawsze myślałem, że coś jest jeszcze przede mną, że trzeba biec, gonić, dążyć do tego czegoś, co... trudno to określić... Myślę, że ta ucieczka to jest najważniejszy motyw całego mojego życia, i on ciągle wiąże właściwie wszystkie moje dzieje z tym, co będzie jutro. Myślę, że ta energia, która była w moim ojcu, w braciach mojego ojca, w całej tej rodzinie - to jest właśnie energia, którą i ja czuję w sobie i która, że tak powiem, wymusiła na mnie, żeby tak bardzo intensywnie pracować, żeby tak bardzo uciekać od tego sielskiego krajobrazu. Może trzeba było całe życie tylko patrzeć na te góry i niczym innym się nie zajmować...

Fragment wypowiedzi z filmu "Kredyt i debet"



Wojna i okupacja

Po śmierci ojca, Kazimierza Waydy, w 1903 roku (mój ojciec wtedy miał 3 lata) wszyscy synowie przenieśli się do Krakowa i wykształcili się, pomagając jeden drugiemu. Przenieśli się do Krakowa w latach trzydziestych i podźwignęli dom, który był ich jedynym majątkiem. Na tyłach tego domu był warsztat ślusarski, a ja w czasie wojny tu się właśnie ukrywałem, na drugim piętrze. I muszę powiedzieć, że moi stryjowie byli tak dalece dyskretni (myślę, że to jest dobra cecha naszej rodziny), że ja dopiero po wojnie dowiedziałem się, że w tym domu ukrywali również Żydów.

Właśnie dzięki braciom mojego ojca mogłem tutaj spędzić okupację i pewnie im zawdzięczam to, że żyję, ponieważ miałem bardzo słabe papiery. Musiałem tutaj siedzieć, bałem się nawet wyjść na przystanek tramwajowy, dlatego że tu nieustannie były jakieś kontrole.

Oczywiście może się wydawać, że przyjechałem tutaj, żeby się po prostu ukryć u rodziny, ale stryjowie wszystko traktowali poważnie. Tu pracowało kilkanaście osób, mieliśmy do wykonania normalne, codzienne swoje zadania i wracałem dopiero późnym wieczorem. Z drugiej strony domu jest balkon. Jak jeszcze miałem trochę siły, to właziłem na ten balkon i stamtąd namalowałem kilka pejzaży Salwatora, namalowałem też tę rzeczkę, gdzieś spod domu i właściwie to było wszystko, co mi się udało zrobić poza tą ciężką pracą, którą codziennie w tym warsztacie stryjów musiałem wykonywać.

Praca w warsztacie bardzo mi pomogła potem zrozumieć, co znaczy praca fizyczna, co to znaczy pracować codziennie, przychodzić rano do pracy i kiedy mówiło się potem w latach 50. o robotnikach, kiedy się mówiło o klasie robotniczej, no to ja mówiłem sobie "ja też pracowałem jako robotnik". To nie było dla mnie nic niezrozumiałego.

Fragment wypowiedzi z filmu "Kredyt i debet"



Rodzice

Mój ojciec był oficerem, podporucznikiem Wojska Polskiego. Matka była nauczycielką, skończyła seminarium nauczycielskie. Uczyła w ukraińskiej szkole. Było to więc typowo inteligenckie małżeństwo. Ojciec dosyć szybko awansował i został przeniesiony do Suwałk, do Garnizonu 41 Pułku Piechoty. No i tam ja się urodziłem, a ponieważ oficerowie przenosili się nieustannie z jednego garnizonu do drugiego, więc ojciec przeniósł się do Radomia.

Taki zawód jak nauczycielka lub oficer to zawody, które były nastawione na innych ludzi. Nauczycielka uczy dzieci, oficer wychowuje w jakimś sensie, dyscyplinuje tych żołnierzy, którzy są mu powierzeni. Czyli to są ludzie, którzy pracują dla kogoś, a nie dla siebie. I myślę, że to w polskiej inteligencji tamtych czasów było wyraźne i nie myślałem, że może się człowiek inaczej zachowywać. Żyje się dla innych, nie tylko dla siebie.

I nagle w 1939 roku runęło to wszystko. Mój ojciec zginął. Poszedł na wojnę i już nigdy z niej nie wrócił. Matka już nie mogła być tylko w domu, musiała też pracować, zaczęliśmy być robotnikami. Z inteligenckiej rodziny znaleźliśmy się w zupełnie innym środowisku. A przecież miałem 13 lat jak się zaczęła wojna, więc tylko to, co mi zdążyła szkoła, dom i kościół powiedzieć do 13. roku życia, to we mnie zostało.

Ojciec, Jakub Wajda, przeżył tylko 40 lat. Był kapitanem 72 Pułku Piechoty i zginął w Katyniu. Tabliczkę na grobie rodzinnym z informacją o miejscu śmierci ojca mogliśmy dać dopiero pod koniec lat osiemdziesiątych. Była tak surowa cenzura i tak przestrzegano, żeby nic na ten temat się nie ukazywało, że kiedy ostatnio próbowałem znaleźć gazetę z nazwiskiem ojca na liście katyńskiej, wydrukowaną w czasie wojny przez Niemców, to okazało się, że tej gazety po prostu nie ma. Jakaś tajemnicza ręka usunęła ze zbiorów bibliotecznych te numery gazety i nie dane mi było przeżyć tego najbardziej może wstrząsającego momentu w moim życiu, kiedy nagle, z wydawanej przez Niemców gazety, mogłem dowiedzieć się, że ojciec został zamordowany.

Wojna położyła kres mojemu życiu wiejskiemu i właściwie takiemu życiu sielskiemu, bo każde dzieciństwo wydaje się czymś sielskim. Wojna sprawiła to, że musiałem i mogłem podjąć już samodzielnie decyzje, że już nie mogłem na nikogo liczyć, że już wiedziałem, że wszystko zależy tylko i wyłącznie ode mnie.

Ojciec uważał za rzecz naturalną to, że będę służył w armii. W 1939 roku pojechałem do Lwowa, żeby zdać egzamin do Korpusu Kadetów, ale niestety, nie powiodło mi się. Ja zawsze starałem się coś rysować, wydawało mi się, że to jest bardziej interesujące niż inne zajęcia, ale jeszcze nie wiadomo było, co z tego wyniknie. Dopiero w czasie okupacji uświadomiłem sobie, że chciałbym, żeby to było moim zawodem i dlatego nawet przez kilka miesięcy uczyłem się rysunku w szkole, którą Niemcy jeszcze pozwolili prowadzić takiemu profesorowi z Łodzi. No, ale już potem okupacja stawała się coraz bardziej brutalna, już nie było mowy o tym, żeby się uczyć, tylko trzeba było albo się ukrywać, albo gdzieś pracować w przedsiębiorstwach, które dawały dobre papiery - takie, które pozwalały wyjść na ulicę i się poruszać.

Moja matka pod koniec życia, w 1950 roku przyjechała do Krakowa. My już z bratem studiowaliśmy w Krakowie w Akademii Sztuk Pięknych. Ona została sama jedna w Radomiu. Ojciec nie wrócił z wojny. Ciągle jeszcze mieliśmy nadzieję, ale w 1950 roku już wiedzieliśmy, że już nie wróci. W związku z tym matka przeniosła się do nas i zamieszkała tutaj właśnie na Salwatorze i kiedy umarła, zresztą młodo - miała 50 lat zaledwie, została pochowana tutaj, bo to jest grób rodzinny Wajdów i stryjowie zdecydowali, że właśnie tu będzie leżeć.

Fragment wypowiedzi z filmu "Kredyt i debet"



Akademia Sztuk Pięknych

Akademia Sztuk Pięknych nosiła imię Jana Matejki i do dziś się tak nazywa. W 1945 roku do Akademii nastali profesorowie wykształceni w Paryżu, profesorowie, który malowali pięknie, w duchu francuskiego postimpresjonizmu.

W dosyć krótkim czasie zorientowaliśmy się, że jest jakaś sprzeczność. My malujemy tutaj akty, my malujemy tu kwiaty, my malujemy tu martwe natury w duchu francuskiego malarstwa, tymczasem nasze osobiste doświadczenia, nasz świat był zupełnie inny. My widzieliśmy okupację, my widzieliśmy cały ten brud, pracowaliśmy w fabrykach. Przyszli tutaj ludzie z wojska, wielu naszych kolegów jeszcze w mundurach - wszyscy nie mieli w czym chodzić, to chodzili w mundurach (ja też chodziłem w mundurze mojego ojca, tylko miałem przefarbowany na granatowo). No, ale oni przyszli wprost z wojska, na zielono ubrani i nasze doświadczenia nie zgadzały się z tym malarstwem. Czuliśmy, że mamy coś innego do opowiedzenia i że to malarstwo nie do końca, albo w ogóle nie jest w stanie wyrazić tego, o co nam chodzi.

Tutaj dymiły kominy krematoriów, tutaj były aresztowania, łapanki, powstanie warszawskie, a oni, tak jak Cézanne - jak go zapytali: Co pan robił w 1870 roku, kiedy Prusacy szli na Paryż? A on powiedział: Namalowałem kilka studiów pejzażowych. Oni, nasi profesorowie, odważyli się namalować w czasie wojny kilka studiów pejzażowych i martwych natur. I to był jakiś opór przeciwko temu... przeciwko tej wojnie, temu wszystkiemu, co niosła niemiecka okupacja hitlerowska w Polsce. Ale już było po wojnie i uważaliśmy, że nasze spotkanie z malarstwem powinno być inne. I dlatego nie bardzo mogliśmy się pogodzić... A potem okazało się, że ten konflikt był na rękę ówczesnej polityce kulturalnej.

Co się wtedy stało?

Czterdziesty piąty, szósty rok - przyszedłem do Akademii w 1946 roku. Po zjednoczeniu partii w 1948 roku był czas dużego zamieszania, jakby to powiedzieć, w cudzysłowie - ideologicznego. Ale potem już się ukształtował socrealizm i zaczęto domagać się malarstwa, które by przedstawiało nową rzeczywistość, czyli robotników, chłopów, tego co niosła ze sobą, nowa polityczna rzeczywistość, a co właściwie było w jakimś sensie zaplanowaną sowietyzacją Polski. Nam się podobało, żeby malować inne tematy. Ale nigdy nie przypuszczaliśmy, że będzie chodziło po prostu o imitacje sowieckiego malarstwa. I myślę, że tutaj wielu z nas rozstało się z Akademią, po prostu rozumiejąc, że tak się nie da, że ta sztuka jest bez żadnej artystycznej przyszłości.

To, co najbardziej mnie porusza dzisiaj we wnętrzach Akademii - to jest zapach. To mnie prześladowało przez lata, ten właśnie zapach pracowni, farb... Tęskniłem, żeby być malarzem, bo wydawało mi się, że to jest moje przeznaczenie. Ten zapach stale za mną chodzi i dziś jak jestem w tej pracowni, to ciągle myślę, że to jest właśnie miejsce, gdzie byłbym szczęśliwy. Ale nie miałem wtedy siły, charakteru, wytrwania, woli. Inni byli zdolniejsi, ja wtedy pierwszy raz byłem żonaty. Moja żona okazała się fantastyczną malarką. I to mnie też w jakimś sensie zdeprymowało. Musiałem szukać innego towarzystwa, innej uczelni, innego miejsca dla siebie.

Trzy lata studiowałem w Akademii. Pod koniec trzeciego roku zdałem sobie sprawę, że nie mogę odnaleźć siebie i wtedy przypadkowo przeczytałem gdzieś w gazecie, jakimś tygodniku, że Szkoła Filmowa poszukuje studentów. No i wtedy zdecydowałem się porzucić Kraków i jechać do Łodzi.

Łódź to już nie była moja szkoła. Myślę, że to czego się nauczyłem, to co przemyślałem, to czego się dowiedziałem o sztuce, to właśnie tu. Niezależnie od wszystkich konfliktów, niezależnie od oceny naszych profesorów, tu się mówiło o sztuce, tu się myślało tymi kategoriami. Natomiast Szkoła Filmowa to już była szkoła techniczna, to już były rozmowy o tym, jak zrobić film. Jak znaleźć się w tej sytuacji politycznej, jak taki czy inny temat pokazać na ekranie?

Ale co to wszystko znaczy? Dlaczego film ma być sztuką?

Tego wszystkiego dowiedziałem się tutaj. Ja jeszcze długo myślałem, że uda mi się coś namalować, bo mi opowiadali, że można jeszcze na starość namalować coś dobrego. Nie wydaje mi się, żeby to była prawda. Żeby namalować coś na starość, to musiałbym w młodości ukształtować dwie rzeczy: musiałbym mieć swój sposób malowania i swój temat. I wtedy, nawet gdybym zaniechał pracy w malarstwie i wrócił kiedyś do niej, to mógłbym być może z tego skorzystać. Ale ponieważ tak się nie stało, no to już tylko mogę być człowiekiem, którzy przychodzi, ogląda i rozumie.

Fragment wypowiedzi z filmu "Kredyt i debet"



Kraków

W 1950 roku przyjechałem do Nowej Huty razem z moimi kolegami ze Szkoły Filmowej. Ponieważ powstawał film szkolny - fabularny o tym, jak się buduje i jak powstaje pierwsze miasto socjalistyczne w Polsce. No i dzięki temu miałem możliwość widzieć to wszystko... Tu nie było nic, same pola, ale wierzyliśmy, że takie miasto naprawdę jest potrzebne tym ludziom ze wsi, która była przeludniona. Chodziło o to, żeby stworzyć coś, co by odmieniło Kraków. Kraków głosował przeciw komunistom i oczywiście trzeba było stworzyć taką sytuację, w której nagle powstanie miasto, które będzie promieniowało swoją ideologią na ten strupieszały Kraków.

Tymczasem patrzymy, że jesteśmy w strupieszałym mieście, a Kraków żyje tak, jak nigdy przedtem, że dokonała się jakaś sprawiedliwość dziejowa. I to miasto, które właśnie miało być zagrożeniem dla Krakowa, stało się właściwie jakimś prowincjonalnym miasteczkiem oddalonym od Krakowa jakby o dziesiątki, a może nawet więcej kilometrów, miastem, którym nikt się nie interesuje, w którym nic się nie dzieje, i na które w ogóle nikt się nie ogląda.

Myślę, że jest w tym jakaś nauka historii, że nie można zadawać gwałtu, że istnieją pewne miejsca, które promieniują swoją kulturą. Właśnie Kraków promieniował kulturą i dlatego nie został zniszczony.

Fragment wypowiedzi z filmu "Kredyt i debet"



Filmówka

Szkoła Filmowa lat 50. była szkołą ideologiczną. To była nowa uczelnia. Takich uczelni nie było przedtem, ona nie miała żadnej tradycji. W związku z tym miała to być szkoła "janczarów", wychowująca elitę, że tak powiem filmową, która miała stać się ideologicznym oddziałem, odgrywającym decydującą rolę w przemianach politycznych i społecznych w Polsce.

Naszymi profesorami i nauczycielami byli ludzie, którzy przed wojną mieli lewicowe poglądy i którzy uważali, że teraz właśnie, po wojnie, przyszedł ich czas, żeby odegrać ważną rolę.

I tu nastąpiła pewna sprzeczność, której nikt nie mógł przewidzieć. Po pierwsze, nasi nauczyciele, nasi profesorowie byli wykształconymi ludźmi, rozumieli co się w Polsce dzieje, i co prawda poddali się tej ideologii, ale nie stracili do końca rozumu. Z jednej strony, na przykład, nie mógł być zrealizowany film Andrzeja Munka, w którym główną postacią był gruźlik (ja miałem grać tego gruźlika, bo byłem strasznie chudy), nie mógł powstać ten film nawet jako etiuda szkolna, dlatego że to było pesymistyczne pokazywać, że ktoś jest chory na gruźlicę. A tymczasem wtedy większość naszych kolegów po wojnie właśnie z gruźlicą wyszła z lasu, z partyzantki. I to była rzeczywiście choroba, która powaliła ogromną liczbę polskiej inteligencji w tym czasie, nie tylko inteligencji zresztą.

Jednocześnie profesor Jerzy Toeplitz - nasz rektor, przywiózł z Paryża kolekcję filmów awangardy francuskiej, wcale nie radzieckiej awangardy, wcale nie Eisensteina, tylko właśnie francuskiej awangardy. Zobaczyłem Balet mechaniczny, Psa andaluzyjskiego, Złoty wiek, Balet mechaniczny jeszcze raz. Te wszystkie filmy, które otworzyły mi oczy na zupełnie inne kino. Takiego kina nie tylko u nas się nigdy nie robiło, ale takiego kina nigdy się nie widziało. Była jakaś fantastyczna sprzeczność pomiędzy tym, że z jednej strony ci profesorowie chcieli, żeby powstały w tej szkole, może trochę też jako usprawiedliwienie, filmy w duchu socrealistycznym, a z drugiej strony zbliżyli nas do prawdziwej sztuki.

Rektor Jerzy Toeplitz uważał, że ta uczelnia w jakimś sensie jest fragmentem większej całości europejskich szkół filmowych, wcale nie jakąś prowincjonalną polską czy łódzką uczelnię filmową.

Fragment wypowiedzi z filmu "Kredyt i debet"



Przełom 1989 roku

Mogłem się dostać do Oświęcimia. Dziwnym trafem nie stało się tak. Mogłem zostać aresztowany i wywieziony na roboty do Niemiec, miałem trochę szczęścia, ale to jest taki kraj, w którym się właściwie tłumaczysz z tego, że masz szczęście. Bo to prawda, że ci którzy byli dzielniejsi, ci którzy byli bardziej zdecydowani, bardziej zdesperowani, którzy rwali się do zbrojnej walki, przeważnie wyginęli. A trzeba sobie powiedzieć, że to byli na pewno najlepsi ludzie.

Dzisiaj, kiedy jest, że tak powiem, wolność, to wszyscy mówią: No, dobrze, ale dlaczego odniosłeś sukcesy, jeżeli inni nie odnieśli? Dlaczego zrobiłeś filmy, jeżeli inni nie mogli zrobić filmów? Czy te filmy mogły być w porządku, jeżeli wszystkie były produkowane na państwowe zamówienie, w państwowej wytwórni, za państwowe pieniądze. Jak to jest możliwe? Czyli całe życie najlepiej było nic nie robić. I rzeczywiście ci ludzie, którzy nie robili nic, mają gotowe wytłumaczenie.

A czego myśmy chcieli? Myśmy chcieli tylko przesunąć tę granicę wolności, granicę cenzury, żeby można było zrobić takie filmy jak Popiół i diament. Myśmy nie myśleli o tym, że dożyjemy kiedykolwiek sytuacji, w której Związek Radziecki upadnie, a Polska stanie się wolnym krajem. Uważaliśmy, że wszystko, co możemy zrobić, to przesunąć tę granicę, żeby partia nie rządziła sama, tylko żeby dopuściła też jakiś głos społeczeństwa, którym rządzi. Jeżeli się chce wziąć udział w rzeczywistości, która nie jest naszą rzeczywistością, tworem naszej woli, tylko stworzoną przez obcą władzę, narzuconą przez sytuację historyczną, no to zawsze jest się narażonym na to, że się będzie brało udział w jakiejś dwuznacznej grze.

Dosyć szybko zrozumiałem, że lepiej być niezależnym człowiekiem, że to nie jest prawda, że artysta partyjny ma większe możliwości, ponieważ partia daje mu zrobić film, pozwala mu na różne rzeczy, na które niby innym nie - wręcz odwrotnie. Właśnie partia kontrolowała swoich członków. Wołała ich i mówiła: Dlaczego?... Wiecie, rozumiecie, dlaczego postępujecie w ten sposób? Dlaczego nie realizujecie linii partii? A do mnie nie można było w ten sposób powiedzieć, bo ja nie realizowałem linii partii. Ja byłem człowiekiem, który robił filmy. Oczywiście, nie zapisałem się do partii, ale nie tylko dlatego, że mój ojciec by się nie zapisał do partii, że moja matka by uważała to za niewłaściwe, tylko po prostu już zaczynałem trochę mieć własnego rozumu.

Całe życie zależało mi na tym, żeby mieć jakąś niezależność. To jest bardzo śmieszne, bo nie ma człowieka bardziej zależnego niż reżyser filmowy. No bo jest zależny od tych, z którymi robi film. Od tych, dla których robi film. Nie tylko od widowni, ale i tych, którzy mu umożliwiają zrobienie filmu. Niezależnie od tego, czy to jest taki czy inny system polityczny, czy to jest w Polsce, czy w Ameryce. Czy to jest we Francji, czy to jest w Bułgarii. Wszędzie jest tak samo. Ta zależność jest bez porównania silniejsza. A jednak wydawało mi się, że właściwie może to jest w jakimś sensie taki silny charakter mojego ojca. W ogóle silny charakter mojej rodziny, która wydźwignęła się z tych pól, bo przecież ci młodzi ludzie, którzy wychodzili z tych wiosek, szli - niektórzy tylko za chlebem, ale inni i za chlebem i za sukcesem. I za nieśmiertelnością. I za tym, żeby być rzeczywiście kimś i żeby decydować nie tylko o sobie, ale też i o innych.





KatyńFilmy
Wywiad na 80. urodzinyWajda o sobieDwoje oczu reżysera
OskarInne nagrody
TeatrTeatr telewizjiDlaczego pracuję w teatrze?
Dlaczego Japonia?UlubioneGaleria rysunków
O WajdzieList SpielbergaBibliografia
Jak powstała ta witryna?Autorzy witryny
English Version


Album o filmie Katyń można zamówić w amazon.com w wersjach językowych: angielskiej oraz polskiej
Copyright © 2000–2011 Prószyński Media sp. z o.o. Wszystkie prawa zastrzeżone
Witryna przygotowana przy współpracy Andrzeja Wajdy